fbpx
wszystko będzie niedobrze

wszystko będzie niedobrze – przedpremierowy fragment [2]

kolejny fragment wszystko będzie niedobrze, który można sobie poczytać.

[…]

nim się jednak zorientujesz i złapiesz jako taki rezon w coraz bardziej rozmazanej i nieregularnej rzeczywistości, będzie już godzina osiemnasta, zdziwisz się, jak ten wolny od pracy czas szybko i miło płynie, i właśnie wtedy rozlegnie się ostry jak brzytwa dzwonek do drzwi, wtedy też właśnie, bez zbędnego zastanowienia, niemal automatycznie i rutynowo, dokonasz multiplikacji swojej marki osobistej i wyjdziesz drugą wersją twojej osoby, to jest ciałem astralnym, przez judasza prosto na korytarz, żeby sobie dokładnie obadać, kto tutaj wpada do mieszkania o tej porze w piątek, kiedy nie jesteś w robocie, jakie to podejrzane licho chce zakłócić twój mir domowy wolny od stresu i pracy, kiedy ty sobie z Aldo kulturalnie zażywasz narkotyki w ilości hurtowej i macie fazkę coraz lepszą, choć nie wiadomo, czy aby idzie ona w dobrym kierunku; zanim jednak się przeciśniesz przez otwór w drzwiach, słyszysz, że Aldo zaczyna wyliczać, coraz szybciej i szybciej, kto być może stoi na korytarzu i w jaki sposób ominął ochroniarza, wideodomofon oraz grodzone wejście na teren osiedla, więc Aldo wymienia po kolei, że może to policja, może straż miejska, może grupa antyterrorystyczna, a może nadzór finansowy, a może to po prostu diler na telefon z nową dostawą 3mmc w promocyjnej, weekendowej cenie dwa w cenie jednego, a może dostawca pizzy pomylił mieszkania, a może to straż pożarna, bo peta wyrzucił przed blokiem i coś się zajarało, przecież na pewno nie żaden sąsiad, ludzie się na grodzonych osiedlach do siebie nie odzywają ani nie odwiedzają; wystarczy, nie chcesz tego dalej słuchać i odrywasz się od swojej marki osobistej, twoja astralna postać bez problemu przeciska się przez judasza i szybko też zagadka się wyjaśnia, to Karina, sąsiadka od wina biodynamicznego, o której istnieniu zapomniałeś, stoi, czeka, żuje jagodową gumę robiąc co jakiś czas fioletowego balona, a następnie zaciąga się podgrzewanym papierosem marki marlboro; przyglądasz się jej uważnie i dokonujesz skrupulatnej identyfikacji stylu osobowości; a więc włosy spięte ma modną ostatnimi czasy bursztynową klamerką tory burch w stylu lat dziewięćdziesiątych, rozjaśnione, lekko kręcone, nieregularne blond kosmyki opadają na jej zapadnięte policzki, których chudość dodatkowo podkreśla przesadne konturowanie, cała fryzura jest mocno cieniowana, co w dość oczywisty sposób nawiązuje do powracającego fenomenu kultury emo; bladość cery świetnie odcina się od jędrnych na fioletowo pomalowanych ust; Karina ubrana jest w obcisłą, błyszczącą czarną sukienkę na cienkich ramiączkach, czarne pończochy z podwiązką, ma też czerwone martensy za kostkę i ekstrawaganckie, białe futro w berlińskim stylu, kultową bagietkę fendi cieszącą się od lat dwutysięcznych mianem it-bags oraz długie rękawiczki valentino w kolorze białym i czarnym; szybko oceniasz, że tak ubraną kobietę możesz spokojnie wpuścić do twojego apartamentowca oraz wyjść z nią potem na miasto do renomowanych knajp i cieszysz się, że udało się załatwić wejściówkę do klubu Blok typu in blanco, wracasz więc z powrotem do pierwotnego ja, twoje ciała ulegają zjednoczeniu; zapomniałeś w międzyczasie o istnieniu swojego kompana, a tu Aldo na skutek niespodziewanego dzwonka do drzwi, totalne naćpany i wyprowadzony z równowagi, tak się wystraszył, że postanowił schować cielesną reprezentację swojej marki osobistej do białego piekarnika marki siemens z funkcją mikrofali z pokrętłami w kolorze miedzi, upierdalając przy tym drzwiczki do tegoż urządzenia kupionego w sklepie rtv euro agd na raty w rzeczywistej rocznej stopie oprocentowania wynoszącej zero procent; skrępowana ćpuńską fantazją Aldo Karina niepewnie przekroczy progi twojego apartamentu i w pierwszej chwili będzie miała ochotę uciec, nawet nieznacznie cofnie nogę, ale strach ją sparaliżuje na tyle, że zdążysz zamknąć drzwi na zamek górny oraz dolny i wyciągniesz energicznie klucze, rzucając je na skórzaną sofę, co tylko spotęguje przerażenie malujące się na jej wychudzonej twarzy, potem, jak gdyby nigdy nic, Aldo wyjdzie z piekarnika, posypie sobie kolejną ścieżkę na marmurowym blacie, a ty zapytasz Kariny, czy aby się czegoś nie napije, masz przecież do dyspozycji różne soki owocowe i bezalkoholowe albo cały podświetlany zimnym światłem LED barek jak najbardziej alkoholowy i że polecasz jej tę drugą opcję z uwagi na wspólne dla waszej wystrzałowej trójki plany podboju miasta w godzinach późnowieczornych, ze szczególnym fokusem na klub Blok; po tej propozycji nastąpi krępująca cisza, której przez jakiś czas nikt nie odważy się przerwać oprócz ćpuńsko-nerwowego pociągania nosem Aldo; w końcu Karina, przeglądając imponującą kolekcję win, wódek, likierów i koniaków, zdecyduje się na moët & chandon; następnie, upijając łyk z szampanówki, zacznie podgrzewać kolejnego papierosa i zapyta, po co bierzemy narkotyki niewiadomego pochodzenia i co w tym takiego fajnego niby, na co wkurwiony już całą sytuacją Aldo, który przeżywa wewnątrz swojej marki osobistej bardzo sprzeczne emocje spowodowane kombinacją stymulantów, odpowie, że dokładnie po to, po co jej leki przeciwdepresyjne

[…]

Przeczytaj poprzedni fragment powieści

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

*